Przejdź do treści

Biologiczny syn trzech osób przyszedł na świat w Grecji. Nowa metoda zapłodnienia pozaustrojowego

Biologiczny syn trzech osób przyszedł na świat w Grecji. Nowa metoda zapłodnienia pozaustrojowego
fot.Pixabay

Specjaliści w zakresie leczenia niepłodności z Grecji i Hiszpanii donoszą, że nowatorskie zapłodnienie IVF, w którym użyty został materiał genetyczny dwóch kobiet i mężczyzny, zakończyło się pełnym sukcesem – na świat przyszedł zdrowy chłopiec.

Zapisz się do newslettera

Kolejna odsłona leczenia niepłodności

Już dziś pojawiają się głosy, że zabieg zapłodnienia pozaustrojowego, w którym został wykorzystany materiał genetyczny trzech osób, zapisze się jako przełomowy w historii medycyny.

W zabiegu wykorzystany został materiał genetyczny z komórki jajowej pacjentki, nasienie jej partnera oraz komórka jajowa dawczyni.

Zobacz też: Czy dzieci poczęte dzięki in vitro częściej chorują na raka? Są badania

Choroby mitochondrialne

Mitochondria znajdują się  w niemal każdej komórce ciała i odpowiadają między innymi za przemiany energetyczne – metabolizm komórkowy. Nieprawidłowe funkcjonowanie mitochondriów jest przyczyną wielu chorób, które mogą być przekazywane potomstwu. Choroby mitochondrialne związane są głównie z tkankami o wysokim zapotrzebowaniu energetycznym, czyli na układzie nerwowym oraz mięśniach szkieletowych. Choroby mitochondirialne przekazywane są z matki na potomstwo.

Połączenie DNA matki z DNA komórki jajowej dawczyni może uchronić potomstwo od tych chorób. W środowisku naukowym spekuluje się, że mitochondrium odgrywa rolę w procesie zapłodnienia i wspiera zdrowy rozwój ciąży, jednak nie ma na to jeszcze  konkretnych dowodów naukowych.

mitochondrium

Grafika: BBC

2.9 kg, chłopiec

Pacjentka, która skorzystała z zapłodnienia IVF  nową metodą to 32-letnia Greczynka, która miała za sobą cztery nieudane próby klasycznego zapłodnienia in vitro.  

Zdrowy chłopiec, który został poczęty dzięki nowej metodzie zapłodnienia pozaustrojowego urodził się we wtorek ważąc 2,9 kg. On i jego mama czują się dobrze.

Zobacz też: 5 zalet adopcji zarodka

Nieetyczna metoda?

Pojawiają się głosy sprzeciwu wobec mieszania DNA trzech osób w celu utworzenia zdrowego zarodka. Odwołują się one do kwestii ingerencji w proces dziedziczenia – naturalnie poczęte dziecko ma dwoje biologicznych rodziców.

Otwarty zostaje także temat informacji o tożsamości dawczyni, której DNA ma dziecko. Sprawa, podobnie jak w przypadku dawstwa komórek, sprowadza się do pytania o to, czy prawo dziecka do informacji o własnym pochodzeniu przeważa nad prawem do prywatności dawczyni materiału genetycznego.

Duża ingerencja w materiał genetyczny, która mam miejsce w tej metodzie, budzi też obawy związane z przyszłością medycyny reprodukcyjnej. Mianowicie kombinowanie materiału genetycznego kilku osób może, zdaniem niektórych, otwierać furtkę do dalszej ingerencji w materiał genetyczny człowieka również w innym celu niż realizacja prawa do posiadania potomstwa. Konsekwencje takich działań nie są możliwe do przewidzenia.

Źródło: BBC

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

“In vitro. Rozmowy intymne” – premiera książki Małgorzaty Rozenek-Majdan

"In vitro. Rozmowy intymne"

W maju premierę miała długo wyczekiwana książka Małgorzaty Rozenek-Majdan “In Vitro. Rozmowy intymne”.  W siedzibie PAP-u odbyła się konferencja prasowa, w której wzięła udział autorka oraz eksperci ds. leczenia i społecznego postrzegania niepłodności. Debatę poprowadziła Dorota Wellman.

Zapisz się do newslettera

Debata o in vitro w Polsce  

W debacie w siedzibie PAP wzięli udział: autorka książki “In vitro. Rozmowy intymne” Małgorzata Rozenek-Majdan, doktor Piotr Lewandowski, ekspert do spraw rozrodczości i leczenia niepłodności  z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii, założyciel kliniki nOvum, Dorota Gawlikowska współzałożycielka Polskiego Stowarzyszenia Psychologów Niepłodności (PSPN) i członkinią ESHRE (Europejskie Towarzystwo Ludzkiego Rozrodu i Embriologii) oraz Barbara Szczerba, wiceprzewodnicząca i współzałożycielka Stowarzyszenia Nasz Bocian. Debatę poprowadziła dziennikarka Dorota Wellman.

Najbardziej nam zależy na tym, żeby zdjąć ciężar moralizatorski i religijny, a przede wszystkim stygmat wstydu z procedury medycznej, jaką jest in vitro. Dzięki metodzie in vitro możemy się spełniać w macierzyństwie  i powinnyśmy mówić o tym głośno. Dostaję wiele listów, szczególnie od kobiet z mniejszych miast i miejscowości. Piszą, że dzięki temu, że ten temat jest poruszany w mediach, że się o nim mówi, łatwiej im jest zmagać się z problemem niepłodności, również na poziomie rozmowy z rodzinami i znajomymi. Chodzi o pokazanie, że in vitro to jest zwykła procedura medyczna – mówiła Małgorzata Rozenek-Majdan

Tematy poruszane w trakcie debaty

Prelegenci rozmawiali o możliwościach refundacji in vitro, strategiach finansowania zabiegów, stanowisku Kościoła wobec in vitro i mentalności polskiego społeczeństwa, które uznaje wspomagane zapłodnienie za temat tabu.

Małgorzata Rozenek Majdan opowiadała o poczuciu niemocy, które towarzyszy starającym się o dziecko parom i o trudnościach psychologicznych, które trzeba pokonać, by zdecydować się na medykalizację tej jakże intymnej sfery życia, jaką jest seksualność i planowanie rodziny.

– Kiedy 19 lat temu powstało Stowarzyszenie Nasz Bocian, podstawowym celem była walka ze stygmatyzacją ludzi, z dążeniem do refundacji procedur zapłodnienia pozaustrojowego, zmniejszenia kosztów procedur. Przez chwilę było lepiej, teoretycznie mogłyśmy wtedy zamknąć stowarzyszenie. Jednak teraz jest nawet gorzej. Nie ma edukacji,  nie ma refundacji, a ludzie są stygmatyzowani – powiedziała Barbara Szczerba.

Zobacz też: “Dzieci z probówki” – jakich określeń unikać w rozmowie o in vitro?

Przyszłość niepłodności

Spadek jakości nasienia jest tak znaczny, że za paredziesiąt lat wszyscy będziemy musieli korzystać z zapłodnienia pozaustrojowego, żeby się rozrodzić. Można powiedzieć, że co 5-6 para w wieku rozrodczym jest dotknięta niepłodnością. Dzięki ewolucji metody in vitro, obecnie możliwe jest zapłodnienie komórki jajowej z pojedynczego plemnika, czasami szukamy go godzinami. W temacie niepłodności istotnym czynnikiem jest czas – mówił doktor Lewandowski

Zdaniem doktora, kiedyś najczęstszą przyczyną niepłodności była patologia jajowodów lub schorzenia i operacje, które doprowadzały do niedrożności jajowodów. Obecnie na prowadzenie wysuwa się czynnik męski, mianowicie słabsze parametry nasienia. Z powodów związanych ze stylem życia i zanieczyszczeniem środowiska (czynnik cywilizacyjny), problem niepłodności będzie rosnąć.

Niepłodność została sklasyfikowane przez WHO jako choroba społeczna. Dotyczy 15-20% małżeństw w wieku rozrodczym. Jest jednym z niewielu schorzeń, które dotyka dwie strony – kobiety i mężczyzn.

Zobacz też: Nieinwazyjne badania prenatalne nowej generacji są już dostępne w Polsce!

Emocje w leczeniu niepłodności

Dorota Gawlikowska mówiła o emocjach, które towarzyszą leczeniu niepłodności. Według przytaczanych przez ekspertkę badań, poziom lęku i depresji u osób leczących się z powodu niepłodności jest porównywalny do tego, którego doświadczają osoby leczące się na ciężkie choroby serca. Nawet u co trzeciej osoby borykającej się z niepłodnością obserwuje się pełnoobjawową depresję. Zaburzenia lękowe i depresyjne są najczęstszą przypadłością osób zmagających się z niepłodnością.

Jest konsekwencja permanentnego stanu kryzysu, w którym znajduje się osoba bezskutecznie  starająca się o dziecko. Staramy się upowszechniać wiedzę na temat tego, że pary leczące niepłodność niezbędnie potrzebują wsparcia psychologicznego przeszkolonych specjalistów od początku swoich starań, zwłaszcza starań zmedykalizowanych.  Jednak wsparcie nie ogranicza się do osób starających się o dziecko metodą in vitro, lecz dotyczy także innych sposobów wychodzenia z niepłodności: powinny nim być objęte też pary, które planują adopcję lub korzystają z innych metod wspomagania rozrodu lub decydują się na świadomą bezdzietność – powiedziała Dorota Gawlikowska.  

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Dofinansowanie in vitro w Lublinie? Petycja trafiła do Ratusza

Dofinansowanie in vitro w Lublinie

Do Ratusza w Lublinie trafiła w zeszły piątek petycja o stworzenie systemu dopłat do leczenia niepłodności i zapłodnienia in vitro. Część radnych zapowiedziała stworzenie projektu uchwały w tej sprawie.

Zapisz się do newslettera

Zobacz też: Czy ustawa o in vitro może być zagrożona? Minister Szumowski myśli o wypracowaniu „kompromisu”

Lublin jak Poznań i Warszawa

Petycję w sprawie wdrożenia miejskiego programu dofinansowania in vitro podpisało w Lublinie ponad 500 osób. Reakcja radnych – deklaracja, że przygotują projekt uchwały w tej sprawie – pozwala przypuszczać, że istnieje realna szansa na wprowadzenie dopłat do leczenia niepłodności w Lublinie.

Program dofinansowania prawdopodobnie miałby działać analogicznie do miejskich programów funkcjonujących w takich miastach jak Poznań, Warszawa, Częstochowa, Gdańsk, Łódź i Sosnowiec.

Lokalne programy są odpowiedzią na likwidację Narodowego Programu Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego. Program został wycofany w 2016 roku, po objęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość. Rozwiązania lokalne mogą działać dzięki temu, że planowanie i realizacja budżetów miejskich leży w rękach rad miasta, w których zasiadają politycy reprezentujący różne ugrupowania.

Zobacz też: 3 najczęstsze pytania o dofinansowanie in vitro. Poznaj odpowiedzi!

Głosowanie już w czerwcu?

Jak donosi Kurier Lubelski, Michał Krawczyk, przewodniczący Klubu Radnych Prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka oświadczył, że być może głosowanie uda się przeprowadzić już na sesji Rady Miasta, która odbędzie się 27 czerwca 2019 roku. Zgodnie z Kodeksem Postępowania Administracyjnego Rady Miasta mają trzy miesiące na rozpatrzenie tego rodzaju petycji, w związku z tym czas sporządzenia projektu uchwały i rozpatrzenia projektu może się przedłużyć.

Jednak wypowiedź Michała Krawczyka napawa optymizmem: Moje stanowisko jest takie, żeby pozytywnie zaopiniować te petycję. Jednak w najbliższą środę na posiedzeniu klubu będziemy o tym dopiero oficjalnie dyskutować. Osobiście będę namawiać pozostałych radnych, aby przygotować taki projekt uchwały – mówił przewodniczący dziennikarzom Kuriera Lubelskiego.

Zobacz też: Koniec dofinansowania in vitro w Łodzi? PiS blokuje wojewódzki program

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Transgeniczne bliźniaczki z Chin. Mutacja może wiązać się z ryzykiem przedwczesnej śmierci

Transgeniczne bliźniaczki z Chin
Badacze z Berkley stworzyli narzędzie obliczeniowe, które pozwala badać korelację między mutacją genetyczną, a długością życia – fot. Pixabay

Transgeniczne dziewczynki z Chin, u których wyeliminowano gen CCR5, stały się odporne na wirusa HIV. Okazuje się, że naukowcy mogli nieumyślnie skrócić oczekiwaną długość życia bliźniaczek.

Zapisz się do newslettera

Historia transgenicznych bliźniaczek

W zeszłym roku pisałyśmy o modyfikowanych genetycznie chińskich bliźniaczkach (tutaj).

Przypomnijmy: Chińscy naukowcy z zespołu profesora He Jiankui  zaprosili 8 starających się o dziecko par do uczestnictwa w eksperymentalnym programie. W każdej z par mężczyzna był nosicielem wirusa HIV, natomiast kobieta była zdrowa. Celem badaczy była eliminacja genu kodującego białko CCR5. Ludzie, którzy go nie mają są całkowicie lub w znacznym stopniu odporni na zakażenie wirusem HIV, ale są bardziej podatni na zakażenie wirusem grypy, czy wirusem Zachodniego Nilu. Zmiana została dokonana w genach embrionów, które następnie zostały przetransferowane do macic matek. Z jednego z zarodków rozwinęła się bliźniacza ciąża.

Program został nazwany przez większość środowiska naukowego “zabawą w Boga” i zdecydowanie potępiony jako nieetyczny i niebezpieczny.

Zobacz też: Co się dzieje z zarodkami, które nie zostały wykorzystane w transferze?

Nieumyślne szkody

Mutacja, której dokonali chińscy naukowcy zwiększa prawdopodobieństwo przedwczesnego zgodnu aż o 21% – wynika z danych zaprezentowanych w artykule, który ukazał się na łamach magazynu “Nature Medicine”. Autorzy publikacji, badacze z Uniwersytetu w Berkley, przeanalizowali dane genetyczne i zdrowotne prawie 410 osób, które wzięły udział w projekcie badawczym Biobank.

Osoby, które urodziły się z taką samą mutacją jak bliźniaczki (mutacją Delta 32), miały znacznie większe ryzyko śmierci w wieku 40-76 lat, niż osoby bez tej mutacji lub z tylko jedną zmienioną kopią  genu.

Analiza mutacji

Naukowcy z Berkley przekonują, że wszystkie ssaki posiadają gen CCR5, co oznacza, że odgrywa on ważną rolę biologiczną. W różnych populacjach ludzkich mutacja Delta 32 występuje z różną częstością: wskaźnik jest bardzo wysoki w Wielkiej Brytanii (11%!), niższy, ale znaczny w Skandynawii, a w Azji mutacja nie występuje właściwie wcale. Naukowcy podkreślają, że rzadko które mutacje występują tak często jak Delta 32, co może sugerować, że przynajmniej w niektórych przypadkach wyłączenie genu CCR5 może przynosić ewolucyjne korzyści. Jakie? Jeszcze nie wiadomo.

– To funkcjonalne białko, wiemy, że ma wpływ na organizm i jest dobrze zachowane u wielu gatunków. To każe przypuszczać, że mutacja, która niszczy białko, nie jest dla organizmu dobra. Gdyby tak było, ewolucja wyeliminowałaby ten gen dawno temu – powiedział jeden z badaczy, Rasmus Nielsen.

Badacze z Berkley stworzyli narzędzie obliczeniowe, które pozwala badać korelację między mutacją genetyczną, a długością życia. Pomiary wykazały wyższy wskaźnik śmiertelności u zarejestrowanych w Biobanku osób z dwoma kopiami genu. Jedna z bliźniaczek ma dwie kopie zmutowanego genu, druga tylko jedną.

– Jeden gen może wpływać na wiele cech. W zależności od środowiska, w którym żyje organizm, efekty zmian w genomie mogą być diametralnie różne. Dokonując manipulacji genetycznych musimy mieć świadomość, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji – powiedziała autorka publikacji w Nature Medicine, Aprili Wei.

Problemy badania z Berkley

Niezwiązani z publikacją naukowcy zwracają uwagę, że dane mogą nie być reprezentatywne, ponieważ pochodzą od specyficznej grupy ludzi. W Biobank zarejestrowane były osoby powyżej 41 roku życia, zatem wykluczają osoby, które zmarły wcześniej, albo te, które są chore, ale nie zgłosiły się do Biobanku.

Źródło: University of California – Berkeley

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

In vitro na naturalnym cyklu – kiedy stymulacja hormonalna nie jest wskazana

In vitro na naturalnym cyklu
fot.AdobreStock

Program in vitro na cyklu naturalnym to rozwiązanie dla pacjentek, u których z różnych przyczyn nie można zastosować stymulacji cyklu, które źle na nią odpowiadają, a  także u tych, które ze względów światopoglądowych chcą ograniczyć liczbę zarodków.

Zapisz się do newslettera

Zobacz też: Skutki uboczne in vitro – co może się dziać i jak sobie z tym radzić?

Czym się różni od standardowego programu in vitro?

W czasie cyklu miesięcznego, komórka jajowa rośnie i dojrzewa w pęcherzyku jajnikowym. Kiedy hormony kobiety osiągają odpowiednie stężenie, dojrzała komórka jajowa jest uwalniana i gotowa do zapłodnienia.

Przy stymulacji cyklu blokuje się przysadkę za pomocą analogów GnRH, co zapobiega przedwczesnemu uwalnianiu oocytu. Po 14 dniach sprawdza się skuteczność blokady i jeśli była ona skuteczna podaje się gonadotropiny, które mają powodować wzrost pęcherzyków z komórkami jajowymi, co zwykle trwa około 10 kolejnych dni. Procedura stymulacji trwa minimum 24 dni.

W in vitro na naturalnym cyklu etap stymulacji jest omijany, przez co procedura trwa krócej. Wiąże się to natomiast z mniejszą ilością uzyskanych pęcherzyków (od 1 do 4-5), a przez to mniejszą liczbą dojrzałych komórek jajowych gotowych do zapłodnienia, a nawet ich brakiem.

W obu procedurach lekarz monitoruje pacjentkę poprzez badania ultrasonograficzne i badania krwi w celu kontrolowania dojrzewającej komórki jajowej. Ze względu na brak farmakologicznej kontroli nad cyklem może się zdarzyć, że pęcherzyk pęknie przed zabiegiem pobrania komórek.

Innym problemem może być pobranie niedojrzałej komórki jajowej, która jest poddana dojrzewaniu in vitro. Jest to powód mniejszej skuteczności metody w porównaniu do standardowej procedury in vitro, gdyż przy ograniczeniu komórek gotowych do zapłodnienia szanse na ciąże spadają o około 10%.

Zobacz też: Sport i in vitro – czy można ćwiczyć w trakcie procesu IVF?

Pobranie komórek i transfer

Procedura pobrania wygląda w obu przypadkach tak samo. Gotowość do zabiegu determinuje wielkość pęcherzyka oraz długością cykli pacjentki. Gdy pęcherzyk w jajniku uzyskuje odpowiednią wielkość, pacjentka otrzymuje zastrzyk, który ma powodować uwolnienie komórek jajowych.

Pacjentka w dniu punkcji powinna być na czczo. Pobranie komórek polega na nakłuciu jajników przez sklepienie pochwy pod kontrolą USG. Zabieg odbywa się w znieczuleniu ogólnym lub miejscowym i trwa około 15 minut. Następnie w laboratorium komórki poddane są próbie fertylizacji i jeśli będzie ona skuteczna wykonuje się transfer zarodka – najczęściej w drugiej dobie po zapłodnieniu.

Poziom beta-hCG oznacza się koło 12-14 doby po transferze. Za podwyższony poziom beta-hCG uznaje się wartość powyżej 30-50 mIU/ml.

Zalety i wady in vitro na cyklu naturalnym

  • Przy zastosowaniu standardowej metody ze stymulacją farmakologiczną cyklu możliwe jest rozwinięcie zespołu hiperstymulacji jajników czy objawów ubocznych takich jak wzdęcia lub zmiany nastroju.
  • Przy metodzie wykorzystującej cykl naturalny próby transferu mogą być powtarzane co cykl, co nie jest możliwe przy metodzie standardowej, w której przerwy pomiędzy próbami wynoszą 2-3 miesiące.
  • Nie ma też praktycznie ryzyka ciąży wielopłodowej, gdyż transfer dotyczy tylko jednego zarodka. Poza tym koszt każdej jednorazowej próby jest niższy przez brak stosowania leków stymulujących, które są relatywne drogie.
  • Szansa na ciążę jest mniejsza przez mniejszą liczbę komórek 
  • Istnieje ryzyko pęknięcia pęcherzyka przed pobraniem komórek jajowych. Potrzebne są kolejne próby in vitro podczas kolejnych cyklów przez co koszt całego leczenia na jedną ciąże jest średnio większy niż przy standardowym programie in vitro.

Autorka: Monika Kasperczak

Zobacz też: Brak plemników w nasieniu i co dalej?

Redakcja In Vitro Online

Jedyny poradnikowy portal o in vitro.