Przejdź do treści

“Dzieci z probówki” – jakich określeń unikać w rozmowie o in vitro?

"Dzieci z probówki" - jakich określeń unikać w rozmowie o in vitro?
fot.Pixabay

Aktualny stan wiedzy naukowej jest taki, że dzieci poczęte w wyniku procedury zapłodnienia pozaustrojowego rozwijają się tak samo, jak dzieci poczęte bez ingerencji medycznej. Podobny odsetek dzieci z obu grup zapada na określone choroby, na przykład raka, u podobnego odsetka diagnozowane różne zaburzenia, na przykład autyzm. Mimo że nie ma ku temu żadnych racjonalnych przesłanek, wiele osób i dzieci i dorosłych czuje potrzebę podkreślania “inności” dzieci poczętych dzięki in vitro. Jakie określenia mogą być uważane za obraźliwe dla dzieci i ich rodziców? Jakie mogą być konsekwencje stygmatyzacji dzieci?

Zapisz się do newslettera

Zobacz też: Czy dzieci poczęte dzięki in vitro częściej chorują na raka? Są badania

In vitro jak HIV?

Dwa lata temu media obiegła sprawa dziewczynki z Dolnego Śląska, która została oznaczona przez personel medyczny jako dziecko z in vitro. Informacja o tym, że jej rodzice zdecydowali się na zapłodnienie pozaustrojowe umieszczona została w książeczce zdrowia dziewczynki. Rodzice dziewczynki nie kryli oburzenia, mówili o stygmatyzacji ich córki i żądali od personelu medycznego wyjaśnień i usunięcia informacji z książeczki zdrowia dziecka.

Dyrektor szpitala tłumaczył, że informacja ma służyć dobru dziecka, ułatwiać lekarzom opiekę nad córką w przyszłości. Powiedział rodzicom, że dzieciom zakażonym wirusem HIV również wpisuje się tę infromację w książeczce zdrowia. Z tym że zapłodnienie in vitro to nie choroba, a dziecko w ten sposób poczęte nie wymaga żadnej szczególnej opieki, innej niż dzieci poczęte naturalnie.

“Dzieci z probówki”

“Dzieci z probówki”, “dzieci z bruzdą”, “dzieci ze sztucznego zapłodnienia”, “dzieci Frankensteina” (!)  z takimi określeniami spotykają się rodzice, którzy poczęli dziecko metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Takie określenia słyszą też same dzieci wieku przedszkolnym i szkolnym, zarówno od równieśników, jak od dorosłych. Zdarzają się też osoby duchowne, które jak opisany w Gazecie Wyborczej ksiądz z Kamionka mówią publicznie, że dzieci z in vitro nie mają duszy.  

Wszystkie te krzywdzące słowa dotyczą rodziny, która jest prawdopodobnie po ciężkich przejściach psychicznych w związku z leczeniem niepłodności. Dotyczą dziecka, które nijak nie odpowiada za to, w jaki sposób zostało poczęte przez rodziców. Są to słowa, które ranią, stwarzają granicę między “dzieckiem z in vitro”, a resztą dzieci. Sprawiają, że dziecko czuje się inne, gorsze, nieakceptowane.

Zobacz też: Przełom w badaniach: IVF nie zwiększa ryzyka zachorowalności na raka piersi

In vitro a rozmowy o seksie

Co w tym wszystkim najciekawsze, słowa te dotykają sfery, o której, jak wynika z danych na temat podejścia naszych rodaków do edukacji seksualnej, Polacy w innych okolicznościach rozmawiają dość niechętnie. Sfery seksu i prokreacji. Jest to dość pokrętna logika: nie można powiedzieć dziecku jak wygląda seks i zapłodnienie naturalne, natomiast można uczyć dziecko niechęci do sąsiadów, którzy skorzystali z pomocy specjalistów od leczenia niepłodności. Nie wypada omawiać szczegółów poczęcia naturalnego, ale o probówkach i poczęciu w wyniku in vitro rozprawiać można do woli.

Słowa mają moc

Często nie zdajemy sobie sprawy z mocy słów, które wypowiadamy. Używając krzywdzących określeń, nawet jeśli dość dobrze zadomowiły się w języku, ranimy ludzi, których dotyczą. Słowa tworzą podziały, utrwalają fałszywe przekonania, stygmatyzują. Słowa odbijają się na samoocenie ludzi, którzy są nimi opisywani. Etykiety i łatki, które innym naklejamy, działają w taki sposób, że przestajemy pod nimi widzieć człowieka, skupiamy się na jednej tylko cesze, uznając ją za najbardziej istotną.

Statystyki pokazują, że ludzie z powodu dyskryminacji na tle rasowym, religijnym, czy dyskryminacji związanej z orientacją seksualną są w stanie posunąć się nawet do samobójstwa. Dlaczego? Wykluczenie ze społeczności, samotność, izolacja, brak samoakceptacji  to wszystko czynniki silnie działające na psychikę. Zwłaszcza, jeśli dotyczą młodego, budującego swoją tożsamość człowieka.

Na temat urazów psychicznych rodzin, które skorzystały z zapłodnienia in vitro oraz dzieci, które zostały w ten sposób poczęte, nie ma jeszcze żadnych danych. Jednak nie ma powodu, by przypuszczać, że w tym przypadku mechanizm stygmatyzacji zadziała inaczej niż w innych.

Jak mówić o dzieciach poczętych dzięki in vitro?

Najlepiej wcale. Czy macie w zwyczaju rozprawiać o tym, w jakich okolicznościach ktoś począł dziecko? Czy widzicie różnicę między poczęciem dziecka w łóżku, na dywanie, na wakacjach, w przerwie na lunch, albo po powrocie z imprezy urodzinowej przyjaciół? Jeśli jest Wam wszystko jedno, dlaczego mielibyście w jakiś szczególny sposób traktować ludzi, który poczęli dziecko w klinice leczenia niepłodności?

Dlaczego dziecko, którego droga na świat była trudna i wiodła przez gabinet specjalisty, miałoby być traktowane inaczej? Statystycznie, dzieci poczęte dzięki in vitro rozwijają się dokładnie tak samo jak pozostałe zdrowe dzieci. By ich nie krzywdzić, swoje opinie na ten temat lepiej zachować dla siebie.

Zobacz też: Komputer oceni ryzyko poronienia. Nowa technologia zrewolucjonizuje rynek in vitro?

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

In vitro a emocje – wywiad z psycholożką doktor Agatą Juruć

in vitro psycholog
Istnieją różne formy pomocy psychologicznej dla osób borykających się z problemem niepłodności, wizyta u psychologa jest jedną z nich. || Fot Dmytro/ 123RF

Dlaczego in vitro budzi tyle emocji, jakie są i jak można sobie z nimi radzić? O aspektach psychologicznych leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego rozmawiamy z doktor Agatą Juruć, psycholożką z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Poznaniu.

Zapisz się do newslettera

In vitro to procedura medyczna, podobnie jak stymulacja owulacji czy usuwanie mięśniaków z macicy. A jednak budzi więcej emocji. Dlaczego tak jest?

Dr Agata Juruć: Istnieje wiele różnic pomiędzy procedurą in vitro a innymi procedurami medycznymi. Jedną z cech wyróżniających jest czas trwania całej procedury. O ile w przypadku usunięcia mięśniaków macicy cała procedura jest w miarę szybko zakończona, tak in vitro nierzadko jest długotrwałym procesem, którego zarówno czas trwania, jak i efekt końcowy, są trudne do przewidzenia.

Wiele osób traktuje także konieczność korzystania z możliwości zapłodnienia pozaustrojowego w sposób bardzo personalny, zapominając o tym, że jest to jedna z form leczenia, a trudności z zajściem w ciążę w zdecydowanej większości przypadków nie były zależne od pacjentów.

Istnieją także osoby, które traktują procedurę in vitro jako tzw. osobistą porażkę i już sam fakt konieczności korzystania z niej budzi wiele nieprzyjemnych emocji. Ponadto, procedura in vitro dotyka bardzo ważnego, a zarazem wrażliwego obszaru, jakim jest planowanie rodziny, stąd wachlarz emocjonalny może być po prostu większy niż w przypadku innych zabiegów ginekologicznych.

Warto również podkreślić, że z uwagi na to, że wokół in vitro pojawia się bardzo wiele mitów i pacjenci nie zawsze spotykają się z akceptacją ze strony otoczenia społecznego, to zmaganie się z całym procesem stanowi dla nich jeszcze większe wyzwanie.

Każdy człowiek jest inny, każdy doświadcza leczenia niepłodności inaczej. Jakie emocje są wspólne dla większości pacjentów?

Wiele osób w sytuacji konfrontacji z trudnościami związanymi z poczęciem odczuwa bardzo podobne emocje, które pojawiają się także w innych sytuacjach kryzysowych. Na początku może pojawić się szok, frustracja, złość i próby odpowiedzenia sobie na pytanie: „Dlaczego my?!”. W miarę upływu czasu może pojawić się tzw. etap układów i pertraktacji, w trakcie którego wiele osób próbuje tłumaczyć sobie aktualną sytuację. Wielu pacjentom towarzyszy także smutek, który odczuwany w dużym natężeniu może prowadzić nawet do depresji.

Bardzo charakterystycznym stanem, towarzyszącym pacjentom, jest także poczucie winy, szczególnie charakterystyczne dla tej osoby z pary, której dotyczy problem (np. nieprawidłowe parametry nasienia i poczucie winy u partnera lub niedrożność jajowodów i poczucie winy ze strony partnerki). Jednak warto zaznaczyć, że większość barier biologicznych nie jest zależnych od pacjentów i nie mieli oni żadnego wpływu na to, że się pojawiły.

Przede wszystkim niepłodność powinna być traktowana jako wspólna trudność, która dotyczy całej pary, a nie tylko pojedynczej osoby. Przechodzenie wspólnie przez ten trudny czas daje większe szanse na poradzenie sobie z różnymi przeciwnościami.
Borykanie się z problemem niepłodności może także wzbudzać bardzo często poczucie bezsilności (szczególnie w sytuacji konfrontowania się z niepowodzeniami przy podchodzeniu do kolejnych prób) oraz lęk o przyszłość. Lęk nierzadko związany jest z wyżej wspominanym faktem, że niezwykle trudno przewidzieć jak długo będzie trwało leczenie i z jakim efektem finalnym będzie ono związane.

Zobacz też: Historia in vitro – jak to wszystko się zaczęło?

W którym momencie warto skorzystać z pomocy psychologa? Jak rozpoznać odpowiedni moment?

Trudno jest określić jednoznaczny i odpowiedni moment zgłoszenia się na wizytę psychologiczną. Każda osoba ma indywidualną tolerancję dyskomfortu psychicznego i różne potrzeby z tym związane. Niestety wiele osób czeka do ostatniej chwili, kiedy praktycznie już nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować i zgłaszają się na wizytę dopiero w dużym kryzysie. Wówczas czas potrzebny na pomoc jest zazwyczaj dłuższy, ponieważ pierwsze wizyty nierzadko przybierają charakter interwencji kryzysowej, a dopiero później możliwe jest prowadzenie terapii. Stąd też warto pomyśleć o konsultacji psychologicznej już nieco wcześniej, kiedy jeszcze emocje nie osiągnęły apogeum i można przyjrzeń im się w czasie wizyt.
Dotyczy to szczególnie okresu, w którym doświadczanie nieprzyjemnych emocji utrudnia codzienne funkcjonowanie. Psycholog może być wówczas cennym wsparciem w konfrontowaniu się z własnymi uczuciami i nazywaniu ich, dzięki czemu rozmowa o tym, co trudne i niekomfortowe, staje się o wiele łatwiejsza. Konsultacje z psychologiem mogą mieć formę spotkań indywidualnych lub w parach. W sytuacji, gdy dana para/osoba odczuwa dyskomfort psychiczny i pomimo rozmów z bliskimi jej stan nie ulega poprawie, warto rozważyć taką wizytę.

Czy konsultacja z psychologiem to jedyna forma pomocy psychologicznej dla osób borykających się z problemem niepłodności?

Istnieją różne formy pomocy psychologicznej dla osób borykających się z problemem niepłodności, wizyta u psychologa jest jedną z nich. Dla osób, które szukają innych form pomocy, dostępne są jeszcze grupy wsparcia (obejmujące zazwyczaj 8-12 spotkań raz w tygodniu), warsztaty psychologiczne (będące zazwyczaj jednorazowym spotkaniem lub zawierające się w cyklu spotkań) lub wykłady psychoedukacyjne. W tych innych formach można uczestniczyć samodzielnie lub w parach, w zależności od charakteru spotkania.

W InviMed każda para, która ma za sobą pierwszą konsultację niepłodnościową, może skorzystać z jednej bezpłatnej konsultacji z psychologiem. Dlaczego warto skorzystać z tej opcji?


Wiele par często postrzega konsultację psychologiczną jako spotkanie zarezerwowane wyłącznie dla osób z problemami natury psychicznej. Warto jednak podkreślić, że skorzystanie z takiej formy pomocy nie zawsze jest jednoznacznym dowodem na to, że dana para/osoba sobie nie radzi, ale często jest po prostu przejawem troski o siebie i dbania o prawidłową higienę psychiczną.
Skorzystanie z bezpłatnej konsultacji psychologicznej może ułatwić uporządkowanie wielu różnych emocji, które naturalnie pojawiają się na początku leczenia. Spotkanie może również pomóc zadbać o odpowiedni poziom motywacji do leczenia i wskazać sposoby komunikacji z partnerem/partnerką w tym szczególnym czasie, aby móc wzajemnie się wspierać. Pierwsza wizyta u psychologa może też być pomocna w rozmowie o różnych obawach lub wątpliwościach, o których czasem trudno rozmawiać w domu. Są one naturalne i pojawiają się u wielu osób, zwłaszcza na początku drogi związanej z leczeniem, która jest jeszcze nowa i niepoznana.

Zobacz też: Witaminy i minerały, które wspomagają płodność (i nie tylko)

Ekspert

dr n. med. Agata Juruć 

Psycholog, terapeuta par, coach. Pracuje indywidualnie oraz z parami w obszarze leczenia niepłodności, kryzysu w związku i trudności w relacjach interpersonalnych. Prowadzi także liczne szkolenia, kursy, warsztaty oraz wykłady zarówno dla pacjentów jak i profesjonalistów. W klinice InviMed prowadzi konsultacje i terapie indywidualne oraz terapię par, jak również warsztaty dla pacjentów i grupę wsparcia.

Redakcja In Vitro Online

Jedyny poradnikowy portal o in vitro.

Światowy Dzień In Vitro – LIVE CHAT ze specjalistką z Kliniki Invimed

2. czerwca obchodzony jest Światowy Dzień In Vitro. Jest to metoda leczenia, która milionom par umożliwiła zostanie rodzicami, a niestety, droga do rodzicielstwa bywa bardzo kręta. O in vitro porozmawiamy z dr n. med. Beatą Makowską z Kliniki InviMed w Gdyni – zapraszamy na LIVE chat na Facebook’owym profilu „Chcemy Być Rodzicami”.

Zapisz się do newslettera

Niepłodność jest problemem niezwykle uniwersalnym – dotyka pary w każdym wieku, niezależnie od wykształcenia, zasobów finansowych czy miejsca pochodzenia. Co więcej, jest to problem coraz częstszy, a przewidywania pokazują, że będzie tylko narastał. Obecnie każdego roku do polskich klinik leczenia niepłodności trafia około 1,5 miliona par. Nie jest to więc marginalna grupa, a duża część z nich, będzie potrzebowała wsparcia pod postacią in vitro.

In vitro to wciąż w naszym kraju metoda, w kontekście której pojawia się wiele mitów. Powszechna wiedza na jej temat nie jest zbyt duża, dlatego też nieraz osoby rozpoczynające swoją drogę starań o dziecko, mogą nie wiedzieć, jak się w tym wszystkim odnaleźć. Na pewno warto zwiększać swoją świadomość w tym temacie, a pomocne są w tym przede wszystkim wyjaśnienia płynące wprost od ekspertów.

Będzie okazja do tego, żeby spotkać się online z dr n. med. Beatą Makowską z gdyńskiej Kliniki InviMed – dowiedzieć się najważniejszych faktów o in vitro, ale też zadać swoje pytania!

LIVE CHAT odbędzie się 2. czerwca o godzinie 19:00 na Facebooku „Chcemy Być Rodzicami”
  • Czy wizyta w klinice niepłodności od razu oznacza in vitro?
  • W jakich przypadkach in vitro jest wskazane?
  • Jak przebiega proces leczenia in vitro?
  • Czy po in vitro zawsze in vitro – skoro jedna ciąża wymagała wsparcia w postaci IVF, w przypadku drugiej będzie tak samo?
  • Jaka jest skuteczność in vitro i co może na nią wpływać?
  • Jakie dodatkowe metody mogą zwiększać ową skuteczność?

Te i inne zagadnienia poruszymy w rozmowie na żywo. Będzie też miejsce na zadawanie pytań – postaramy się rozwiać Twoje wątpliwości.

Bądź tam z nami – wiedza to podstawa!

dr Beata Makowska

Ekspert

dr n. med. Beata Makowska

Specjalista ginekolog - położnik

Doktor Beata Makowska to ekspertka w dziedzinie leczenia niepłodności. Odpowie na każde pytanie i w przystępny sposób wyjaśni nawet najtrudniejsze zagadnienia. Uśmiechnięta, sympatyczna, a do tego rzeczowa i konkretna.

To specjalistka z tytułem doktora nauk medycznych, z dwiema dekadami praktyki lekarskiej. Wie, co mówi i nie owija w bawełnę. Z prowadzonymi przez siebie parami nawiązuje szczególny kontakt, oparty na wzajemnym zaufaniu i wspólnym dążeniu do celu.

Redakcja In Vitro Online

Jedyny poradnikowy portal o in vitro.

Historia in vitro – jak to wszystko się zaczęło?

historia in vitro
Fot yuriz/ 123RF

Droga do skutecznego leczenia in vitro była długa, kręta i trudna. Jednak dzięki odwadze, a także wytrwałości naukowców i lekarzy, technologia zapłodnienia pozaustrojowego in vitro stała się dla wielu par szansą na posiadanie upragnionego potomstwa. Jak wyglądały początki wspomnianej metody i kiedy na świecie pojawiło się pierwsze IVF Baby?

Zapisz się do newslettera

 Historia in vitro

  • W 1934 roku Dr Gregory Pincus po raz pierwszy zapłodnił w laboratorium jajo zwierzęcia – królika.
  • Wiosną 1944 roku Dr Pincus i technik laboratoryjny Miriam Menkin stworzyli warunki, w których możliwe było zapłodnienie jaja ludzkiego.
  • W 1951 roku Dr Landrum Shettles odtworzył w laboratorium zapłodnienie jaja, analogicznie do tego przeprowadzonego przez Dr. Pincusa. Zapłodnione jajo udało mu się „utrzymać” aż do szóstego dnia.
  • Pod koniec lat 60-tych XX wieku dr Robert Edwards i dr Patrick Steptoe wspólnie opracowali metodę zapłodnienia komórki jajowej przez plemnik poza organizmem kobiety. W 1972 roku byli już gotowi nieść pomoc niepłodnym parom – niestety, pierwsi pacjenci nie zostali rodzicami.
  • W listopadzie 1977 roku dr Edwards i dr Steptoe przeprowadzili pierwsze udane leczenie in vitro.
  • 25 lipca 1978 roku przyszło na świat pierwsze IVF Baby – dziewczynka, Louise Joy Brown, urodziła się w Anglii (jej młodsza siostra, Natalie, również urodziła się dzięki in vitro).
  • 14 stycznia 1979 roku urodziło się drugie dziecko, a pierwszy chłopak, poczęte dzięki in vitro – Alastair MacDonald.
  • 23 czerwca 1980 roku przychodzi na świat pierwsze w Australii dziecko poczęte dzięki omawianej metodzie.
  • 28 grudnia 1981 roku w Ameryce rodzi się pierwsze IVF Baby.
  • W Polsce pierwsze dziecko poczęte metodą in vitro rodzi się 12 listopada 1987 roku – dziewczynka przyszła na świat w Białymstoku.

A po ponad trzydziestu latach od pierwszego IVF – w 2010 roku – Robert Edwards otrzymuje Nagrodę Nobla z dziedziny medycyny! O tej niesamowicie ważnej postaci więcej pisaliśmy tutaj: KLIK

Zobacz też: O „doktor” Miriam Menkin

Pierwsze dziecko poczęte dzięki in vitro

W 1975 roku, po wielu nieudanych próbach, dr Edwards i dr Steptoe, osiągnęli pierwszą udaną ciążę IVF.  Niestety, była to ciąża pozamaciczna i zakończyła się poronieniem.

Jednak dr Edwards i dr Steptoe nie poddali się, kontynuowali próby zapłodnienia pozaustrojowego in vitro. W listopadzie 1976 roku Lesley i John Brown, para która nie mogła mieć dzieci, spotkała się z dr. Steptoe, który przekonał ich, że w ich przypadku zapłodnienie in vitro może zakończyć się powodzeniem. Para nie zastanawiała się długo i  rozpoczęła leczenie.

10 listopada 1977 roku dr Steptoe, przy pomocy chirurgii laparoskopowej, pobrał jajeczka z jajników Lesley, które na szalce Petriego połączył z nasieniem Johna. Próba zakończyła się powodzeniem. Po dwóch dniach uzyskany zarodek przeniesiono do macicy Lesley. Sukces! 25 lipca 1978 roku, drogą cesarskiego cięcia, pojawiło się na świecie pierwsze IVF Baby. Dziś jest to już kilka milionów nowych istnień i tym samym kilka milionów powodów do radości dla ludzi, którzy być może w inny sposób nie mogliby zostać rodzicami.

Źródło: verywellfamily / chcemybycrodzicami.pl

Zobacz też: Rozwiewamy mity dotyczące in vitro! Czy wiesz, że…

Klaudia Kierzkowska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, miłośniczka podróży, teatru i włoskiej kuchni.

Letrozol – co to za lek? Stymulacja owulacji pod lupą

Fot belchonock/ 123RF

Stymulacja owulacji to jeden z etapów leczenia in vitro, z którym wiąże się wiele pytań i wątpliwości. Dotyczą one m.in. stosowanych w tym czasie leków. Jednym z nich jest letrozol – czym dokładnie jest i jak przebiega terapia przy jego użyciu?

Zapisz się do newslettera

Letrozol to farmaceutyk, który do niedawna stosowany był tylko u kobiet zmagających się z rakiem piersi. W ostatnim czasie jest jednak szeroko wykorzystywany również do stymulacji owulacji. Swoje zastosowanie znajduje przede wszystkim w leczeniu pacjentek z PCOS, a także tych, których jajniki nie odpowiedziały na terapię cytrynianem klomifenu.

Czym jest letrozol?

Jest to niesteroidowy inhibitor aromatazy, czyli enzymu, który przekształca androgeny do estrogenów. Tym samym zahamowana zostaje synteza estrogenów, co wywołuje hipoestrogenizm. To zaś skutkuje zwiększonym wydzielaniem hormonu folikulotropowego (FSH) i rozwojem pęcherzyka w jajniku.

Jakie są różnice pomiędzy terapią letrozolem a cytrynianem klomifenu?

Wskazuje się, że pierwszy z nich nie wykazuje antyestrogenowego oddziaływania na endometrium oraz śluz szyjkowy. Co więcej, jego okres półtrwania jest dość krótki – po około 45 godzinach jest już praktycznie nieobecny w surowicy krwi, co sprawia, że nie wpływa na okres implantacji oraz wczesnej ciąży. Niektóre dane mówią również o tym, że stosowanie letrozolu wiąże się z większym odsetkiem ciąż, niż podawanie cytrynianu klomifenu – 27,5 proc. vs 19,1 proc. [1]. Co równie ważne, obserwuje się uzyskanie mniejszego odsetka ciąż bliźniaczych, które zawsze uznawane są za ciąże podwyższonego ryzyka.

Zobacz też: Czym jest klomifen i jakie działania niepożądane może wywołać? 

Jak przebiega terapia letrozolem?

Farmaceutyk podaje się podobnie jak cytrynian klomifenu – najczęściej przez 5 dni, a terapię rozpoczyna się jeszcze w trakcie miesiączku lub zaraz po niej (często 3. dnia cyklu). Dawki ustalane są indywidualnie. Co istotne, należy pamiętać o kontrolnym badaniu USG, które pozwala sprawdzić, jak organizm reaguje na leczenie. Przeprowadza się je przeważnie przez kilka dni – zwykle od 5. do 8. – po przyjęciu ostatniej tabletki.

Jakie mogą być niepożądane skutki stosowania opisywanego tu leku?

Najczęściej są to uderzenia gorąca oraz ogólne osłabienie, zmęczenie. Jeśli zaś chodzi o symptomy hipoestrogenizmu, doświadczają ich kobiety, które stosują letrozol długotrwale. Jest to o tyle istotne, że w kontekście stymulacji owulacji lek podaje się zaledwie przez kilka dni. Objawy hipoestrogenizmu nie będą więc dotyczyły tej grupy kobiet.

* Wskazane wyżej informacje nie wyczerpują tematu i nie zastępują rozmowy ze specjalistą. Przebieg leczenia oraz stosowaną w tym czasie farmakoterapię należy przede wszystkim szczegółowo omówić z lekarzem.

Źródła: 

1. Radwan, M., Zamkowska, D., Wójcik, D., Ziółkowski, T., Stymulacja owulacji, Ginekologia i Perinatologia Praktyczna 2017; 2, 1: 1–8 [dostęp: 16.06.2020] LINK

2. Chcemy Być Rodzicami „E-raport: INSEMINACJA – IUI od podstaw” LINK

3. Letrozol (opis profesjonalny) mp.pl [dostęp: 16.06.2020]

Konsultacja medyczna – lek. med. Karina M. Sasin

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, redaktorka prowadząca e-magazyn oraz portal "Chcemy Być Rodzicami", absolwentka UW. Obecnie studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz była słuchaczka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.